Do oddziału trafiłem przypadkowo

Na wsi u wujka nie było sklepu. Najbliższy mieścił się półtora kilometra w Paszkach i był zaopatrywany przez Niemców. Najwięcej było wódki. Następnie śledzie, karbid do lamp, zapałki. Wujek poszedł do sklepu i nie wracał. To było bodajże w styczniu 1948 roku. Ciocia wysłała mnie po niego. Wchodzę do wioski a tu naraz za węgła wyskoczył wartownik:
– Stój. Kto idzie?
– Swój.
– Po co to tu idziesz?
– Po wujka.
– Jak się nazywa?
– Subocz.

Wartownik Marian Korejwo ps. „Milimetr”

Zaprowadził mnie do chałupy, w której na ziemi leżało zatrzymanych sześciu czy siedmiu chłopów. Partyzanci ich zatrzymywali w obawie przed zdradą. Prosty chłop mógł nieświadomie pójść i zawiadomić policję litewską czy niemiecką. Wartownik Marian Korejwo pseudonim „Milimetr” pyta:
– A ty chłopcze, po co tu przyszedłeś?
– Szukam wujka Subocza.
– A który to ten wujek?
– Leży tam – wskazałem palcem.
– A gdzie ty nauczyłeś się tak mówić po polsku?
– Przed wojną żyliśmy w Warszawie.
– Masz ty chłopcze rodziców?
– Nie mam. Ojciec zginął na froncie, a mama zmarła. Ja mieszkam z tym wujkiem.
– Chciałbyś ty pójść do polskiej partyzantki?
– Jak najbardziej, ale czy wujek mi zezwoli?
Wujek mówił trochę po białorusku i po polsku.
– Jak chcecie to weźcie go – powiedział po białorusku.


Komendant

Zaprowadzili mnie do komendanta – kapitana Gracjana Fróga.
– Panie komendancie wśród Litwinów i Białorusinów mieszka polski chłopak. Nie ma rodziców. Zaprowadzili mnie do pracowni krawieckiej, gdzie kazano mi uszyć mundur. Nauczyli mnie salutować i meldować się. Dowódca przydzielił mnie do rusznikarza. Mieliśmy tam różną broń: radziecką, niemiecką, czeską, polską, którą czyściłem. Po naprawie rusznikarz ją sprawdzał i wkładał do skrzyni. Broń była przeznaczona dla partyzantów, gdyby używana im się uszkodziła, a od czasu do czasu do zwiadu.

Przysięga jedenastolatka

Żeby wstąpić do partyzantki trzeba było mieć szesnaście lat. Ja miałem jedenaście. Komendant wraz z generałem Wilkiem Krzyżanowskim, który był dowódca okręgu wileńskiego, nowogródzkiego zaakceptowali to. Składałem przysięgę z całą grupą. Miałem mały pistolet Waltera, kaliber 6,35. Nie byłem jednak przeznaczony do walki. Do walki były plutony, a do zwiadu oddziały szturmowe. Mieliśmy trzy oddziały szturmowe, które łączyły się z brygadami. W partyzantce nie było rabunku.